Nareszcie mam wolne! (od uczelni) Dlatego też ostatnio się zmobilizowałam i coś tam zmajstrowałam z moich koralików. Wyszła bransoletka z posrebrzanych kółeczek w stonowanych kolorach, albo raczej "uniwersalnych" na wzór charms'owej, bo dołączyłam uroczego, czarnego kozaczka i kokardkę z cyrkonią :
środa, 15 czerwca 2011
niedziela, 12 czerwca 2011
Różane drzewko
Wracam wreszcie do blogowego świata i mam zamiar zagościć tu na dłużej ! (przynajmniej mam taką nadzieję). Chcę się podzielić z Wami efektami pewnego rękodzieła, nad którym zaczęłam pracować już......ho ho ho...w zeszłym roku ? =P Oj tak, niestety ale jestem typem osoby, który lubi łapać kilka przysłowiowych srok za ogon i w ostateczności nic nie wychodzi z zamierzonych planów. Tym razem było oczywiście podobnie, ale ponieważ kończy mi się powoli sesja, więc mam więcej wolnego czasu na słodkie "nic nie robienie". Ale do rzeczy....
* * *
Jeśli pamiętacie (to było chyba wieki temu) wstawiłam na bloga zdjęcia pewnej kuli styropianowej, na której niewinnie sterczało kilkanaście małych różyczek wykonanych z bibuły karbowanej. Tak, więc owa kula leżała sobie nietknięta od ostatniego razu do wczoraj, kiedy to wreszcie się zmobilizowałam i dokończyłam ją, siedząc do późna w nocy.... Ostrzegam wszystkich, którzy chcieliby się kiedyś zabrać za coś podobnego, że jest to straszny pożeracz czasu i wysiłku. Na każdą różyczkę poświęcałam ok 15/20 minut, bo musiałam wyciąć płatki, zawinąć każdemu z osobna brzeg, dołączać po kolei do małego pączusia, żeby wyszło coś na kształt róży. Nie liczyłam ile wpięłam w kulę tych mini kwiatków (na początku tak, ale później straciłam już rachubę) ale nie skłamię, jeśli powiem, że jest ich ok. 100.
* * *
Dobra starczy tego pisania, teraz pora na efekty tej żmudnej pracy ;]
| To efekt "prawie" końcowy, ale droga była bardzo długa.... |
Dla przypomnienia - tak to wyglądało mniej więcej na początku....
A tak wczoraj wieczorem - kula skończona, ale nie przypominała jeszcze drzewka....
* * *
Nie wiedziałam za bardzo co zrobić, żeby usztywnić kijek, tzn. żeby nie bujała mi się konstrukcja w doniczce, szukałam wielu sposobów i przedmiotów, które by mi w tym pomogły, ale bezskutecznie ... W końcu mnie olśniło - przecież to doniczka, więc mogę wsypać tam ziemię ! Tylko nie włożyłam ziemi bezpośrednio, a zostawiłam w woreczku i przykryłam kamyczkami przywiezionymi prosto z zeszłorocznych wakacji ze słonecznej Czarnogóry ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)